




















Gadałam z jednym z adminów - ~
R-Pacanowskim. Kombinowaliśmy, jak by tu Was nieco ożywić. I wspólnie doszliśmy do wniosku, że takie małe quasi-RPG może pomóc.
Poniżej macie krótką historię. A właściwie - zaczątek historii. I od Was zależy, co się dalej stanie. Jak sami zauważycie, wątek urywa się w pewnym momencie. Teraz, wypowiadając się pod tym journalem, powiedzcie, co ma się stać dalej.
Admini są tu Mistrzami Gry. W tym wypadku jestem to ja, kiedy indziej może innemu adminowi nagle przyjść ochota na opowiadanie historii dalej, do kolejnego punktu, kiedy władzę oddamy częściowo w Wasze ręce. Jednak Wasza rola polega nie na tym, żeby pisać dalej, tylko rzucać propozycje. Na przykład "niech go zabije!" czy coś w tym stylu. A my już sami stwierdzimy, co z tym dalej zrobić, wybierając tą opcję z Waszych sugestii, która będzie nam najbardziej odpowiadać. A;e zawsze będzie to któraś z Waszych opcji. Ewentualnie kilka z nich, połączonych.
Czasem być może sami coś zasugerujemy i damy Wam tylko wybór między kilkoma możliwościami.
Teraz od Was zależy, jak dobrze będziecie się bawić...
Noc była ciemna i wietrzna. Wiatr wył w pustych oknach, krzycząc z bólu, kiedy fragmenty powybijanych szyb rozcinały go na małe części. Krople deszczu wyglądały jak płynny ogień w ciemnym, pomarańczowym świetle ulicznych latarni.
Gabriel brnął z trudem przez coraz głębsze kałuże, wcisnąwszy skostniałe z zimna ręce w kieszenie przemoczonej dżinsowej kurtki. Otulił się szczelniej szalikiem, który i tak niewiele dawał, zważywszy, że był cały mokry. Ale chłopakowi nawet takie wątłe poczucie ciepła nieco poprawiało humor.
Właściwie nie miał pojęcia, jak się tu znalazł. Ostatnie, co pamiętał, to impreza u kumpla, ostry pochlaj. Jakieś wino, wódka...
Wódka...?
Nie, wódki to tam nie było. Dziwne, ale... Hm. Więc samo wino. Czerwone. Pyszne! Domowej, babcinej roboty, wchodziło jak soczek. Musiało być, cholerstwo, bardzo mocne, skoro uchlewało do nieprzytomności.
No, jest też i inne wyjaśnienie...
Gabriel odruchowo dotknął zgięcia łokcia. Nie wyczuł tam jednak żadnej ranki po igle czy czegoś podobnego.
No, ale są i inne sposoby na branie narkotyków. I to jest jedyne logiczne wyjaśnienie.
Czemu tu, u diabła, nie ma żywej duszy?!
Trzeba jakoś dobrnąć do domu. Wydostać się z tego Silent Hill dla ubogich.
Zrobiło się jakoś dziwnie cicho. Wiatr przestał wyć. Tylko deszcz szumi, rozbijając się o chodniki i dachy.
Gabrielowi dreszcze przeszły po plecach. Od pewnego czasu miał wrażenie, że coś go obserwuje, jakieś oczy go śledzą... Jednak kiedy się odwracał, nic tam nie było. Poza pustką na ulicach i wręcz namacalnym światłem latarni, sprawiającym, że ciemność wokół stawała się jeszcze ciemniejsza.
Nagle Gabriel zauważył, że z naprzeciwka nadjeżdża samochód. Ruszył biegiem w tamtą stronę, wymachując rękami. W akcie desperacji pomyślał nawet o wskoczenie mu pod koła i zmuszeniu do zatrzymania się. Ale nie było to konieczne czarne BMW samo się zatrzymało.
- Dzień... eee... Dobry wieczór. odezwał się Gabiel, kiedy szyba opadła. Czy... eee... mógłby mnie pan podwieźć do centrum? Albo przynajmniej w jakies miejsce, gdzie jeżdżą autobusy...
Kierowca nie wypowiedział ani słowa. Nie było też przez cały czas widać jego twarzy, ukrytej w cieniu. Jednak tylne drzwi się otworzyły i uszczęśliwiony Gabriel wsiadł.Co dalej?

Sugestie: kierowca może się okazać wampirem. Czy innym bydlem. Od Was zależy.














Join & Submission (zasady klubu)
Klubowicze
Przyjaciele
Konkurs #1 (K1)
Konkurs #2 (K2)
Konkurs #3 (K3)Czat
[link]
--
Land Of Hypocrisy.... [link]
--
Land Of Hypocrisy.... [link]
I just asked, what did you mean with giving us the link.
--
--
Land Of Hypocrisy.... [link]
--
[DJ] [WG] [TA] [DP] [WM]
--
Addicted to Music
Previous Page12345...Next Page